Wielkimi krokami zbliża się czas w którym wszyscy gimnazjaliści wpadają w panikę. Pamiętam jak tam byłam. W pierwszej klasie wydawało mi się, że przecież jest jeszcze mnóstwo czasu. I wtedy nastał kwiecień. Kwiecień w którym pisałam gimbazjadę. Gdy podejmowałam decyzję dotyczącą wybory szkoły średniej, byłam najbardziej niezdecydowaną osobą jaką znałam. Cyfrowy etap składania podań trwał w najlepsze, a ja nadal nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Złożyłam papiery w dwóch szkołach, ale to nie było „to”. Gdy czas zbliżał się do końca, zaczęłam panikować. I wtedy zjawiło się wybawienie, plastyk.

Do mojej szkoły przyjechali ludzie z najbliższego plastyka, jarosławskiego. Na prezentację szkoły wzięli nas siłą, ale uciekła nam chemia, więc wszyscy byli szczęśliwi. Idąc tam nawet nie przeszło mi przez myśl, że mogłabym się zainteresować tą szkołą. Ale stało się. Przekonywali nas najmniej konwencjonalnymi argumentami jakie można byłoby podać. Obiecali nam lekcje WF-u na xBoxie i zapewnili, że można na lekcjach swobodnie jeść, rozmawiać i korzystać z telefonu. No super.

 

 

 

DLACZEGO WYBRAŁAM PLASTYK?

W tamtym momencie plastyk wydawał mi się najbardziej uniwersalnym wyborem. Tak, to jest szkoła dla artystów, ale oprócz tego zdaje się zwyczajną maturę i można wybrać dowolne rozszerzenie. No może nie aż tak dowolne, bo przynajmniej u mnie, na roczniku jest 30 osób i trzeba się było dogadać, żeby utworzyć grupę. Dodatkowo, specjalizacje i rozszerzenia wybiera się ostatecznie dopiero pod koniec pierwszej klasy, więc jeśli ktoś nie jest pewny co mu się podoba to ma okazję wypróbować wszystkiego przed podjęciem decyzji.

Ale ja jestem zadowolona i w efekcie końcowym mam przedziwną mieszankę specjalizacji i rozszerzeń. Dodatkowo w czwartej klasie bronimy dyplom, który mógłby być porównywalny nieco do specjalizacji, które robi się w technikum. A ja nie czułam się po prostu gotowa na to, by kształcić się w konkretnym zawodzie, albo by marnować trzy lata w liceum na pierwszym lepszym profilu nie mając pewności czy to jest to z czym chcę wiązać przyszłość. 

 

 

JAK TO WSZYSTKO WYGLĄDA?

Cały proces rekrutacji jest dosyć prosty. Najpierw trzeba zanieść wszystkie dokumenty, te same co do innych szkół, a później przyjść w wyznaczonym terminie na egzamin. W moim przypadku trwał on jakieś 5 godzin. Praktycznie wszystkie potrzebne przybory dostaliśmy na miejscu, ale jeśli masz takie, które lubisz używać to najlepiej mieć je ze sobą. Najpierw była część z rysunku, później malarstwo, rzeźba i na końcu egzamin ustny. Pomiędzy nimi mieliśmy przerwy. Wiadomo, że im więcej chętnych tym trudniej się dostać i trzeba reprezentować jakiś poziom umiejętności, ale większość szkół kieruje się myśleniem, że uczeń przychodzi do nich, żeby się nauczyć. Także nie ma co się stresować, że nie radzimy sobie z którąś z dziedzin. Po egzaminie trzeba trochę poczekać na wyniki. Często są one ogłaszane na stronach szkół, czasem jednak trzeba zadzwonić i zapytać. To normalne. 

 

 

JAK WYGLĄDAJĄ LEKCJE?

Przedmioty ogólnokształcące są tylko przez pierwszy rok. Później zostają tylko przedmioty plastyczne, maturalne i rozszerzenia. Niby niewiele ale i tak zbiera się z tego całkiem pokaźne 40 godzin lekcyjnych w tygodniu. Przez pierwsze trzy lata świętem jest kończenie po siedmiu lekcjach, a normą 9 czy 10 godzin. Trzeba się na to przygotować. W maturalnej ma być podobno lepiej, jednak coś mi się nie chce w to wierzyć. 

Zajęcia plastyczne są z reguły przeplatane normalnymi przedmiotami. Z rysunku idziemy na polski, a po polskim mamy historię sztuki. Same lekcje nie są jakieś szczególnie wyjątkowe.

LEKCJE PLASTYCZNE

Na rysunku i malarstwie stoimy przy sztalugach i próbujemy coś nieudolnie stworzyć. Przez pierwszą lekcję. Z reguły trzy kolejne to jeden wielki zlepek jęków, narzekań, rozmów i wymówek typu „proszę pana, dopiero zaczęła się przerwa”. Przerwa która trwa już od dwóch lekcji. Ale jak mamy dobry dzień i fajny temat to nawet nie wiadomo kiedy mija ten czas i dobrze się pracuje. 

Tok lekcji z rzeźby zależy od tego jak bardzo ekscentryczny jest nauczyciel. Ale w większości wszystko kręci się wokół gliny, z rzadka plasteliny albo drewna. Wygrzebujesz swój przydział materiału, robisz projekt i zaczynasz dłubać. 

Podstawy projektowania są według mnie w porządku przedmiotem. Realizujemy wiele tematów i robimy dosyć proste ćwiczenia. Jak sama nazwa wskazuje, są to podstawy. Praktycznie wszystkie zadania robiliśmy na kartkach A3, ołówkiem, farbami, albo tuszem. Dopiero później zaczynają się „trudniejsze” tematy, wymagające więcej inwencji. 

Dosyć ważnym przedmiotem jest historia sztuki. Zdaje go każda osoba, która podchodzi do dyplomu, więc trzeba coś ogarniać. Materiału jest mnóstwo i leci bardzo szybko. W większości to zwykła pamięciówka i niektóre rzeczy trzeba po prostu wykuć. 

W tym roku dorzucili nam dwa nowe przedmioty, których nazw nawet nie pamiętam. Jeden kręci się wokół multimediów, a drugi to fotografia. To czy się spodoba, zależy tylko od tego co lubisz. U mnie w szkole multimedia są prowadzone w ciekawszy sposób, a z fotografii uciekam przy każdej okazji. 

Wszystkie inne lekcje wyglądają zupełnie normalnie. Panuje błędne przekonanie, że w szkołach plastycznych na przedmiotach ogólnych jest luz. Może i nauczyciele nie cisną nas tak jak przyszłych lekarzy, ale uczyć się trzeba. I zdać maturę też. 

 

 

WARTO?

Wydaje mi się, że plastyk, to dobra szkoła dla każdego kto ma w sobie pierwiastek artysty. Nie musisz być wszechstronnie utalentowaną osobą. Wystarczy, że dobrze rysujesz, czy lubisz projektować ubrania, albo może interesujesz się projektowaniem stron. Każdy w tej szkole znajdzie coś dla siebie, wystarczy przejrzeć ofertę plastyka, który Cię interesuje. 

Wiem, że każda szkoła jest inna, każdy uczeń jest inny, każdego zainteresuje coś innego i dla każdego ważne są inne rzeczy. Do tej szkoły przychodzą naprawdę różni ludzie i wszyscy są akceptowani, więc myślę, że nie ma się czego bać. Plastyk nie gryzie. Masz jakieś pytania? Pisz śmiało.

A żeby nie było tak smutno, że to już koniec to zapraszam jeszcze na mojego instagrama z codzienną porcją inspiracji i facebookowy fanpage, gdzie na bieżąco dodaję informacje o nowościach na blogu. Będzie fajnie, masz moje słowo!