Czuję, że powinnam zacząć od tego, że mam okropne pismo, wręcz lekarskie, szczególnie gdy piszę w pośpiechu. Gubię litery, nie stawiam kropek i często mam problemy z rozczytaniem tego co sama napisałam. Głównie dlatego nigdy nie próbowałam kaligrafii, w żadnej postaci. Do czasu w którym zaczęłam zabawę z Bullet Journal. Chciałam, żeby to jakoś wyglądało no i wkręciłam się.

 

#czym jest fake calligraphy?

Za nic nie potrafię ładnie tego przetłumaczyć, ale nietrudno chyba zrozumieć, że to pewnego rodzaju udawanie kaligrafii. W tradycyjnej kaligrafii używa się pędzla lub pióra ze stalówkami o różnych grubościach, które dają, zależnie od ułożenia, cienką bądź grubą linię. Jest to sprawa na tyle skomplikowana, że jeśli nie ma się obycia z narzędziem i pewnej ręki to często może nie wychodzić. I tu z pomocą przychodzi fake calligraphy, która jest idealną metodą dla niezbyt utalentowanych osób. Zasady są stosunkowo proste i po napisaniu kilku wyrazów, zaczyna się czuć w czym rzecz. 

 

 

#potrzebne narzędzia 
  • Pisadło – używam cienkopisów z Faber Castell i UniPin, mają czarny tusz i chodzą w miarę płynnie co jest ważne przy ciągłym pisaniu. Cieńszymi (najlepiej u mnie sprawdza się 0.1) robię obrys, a grubszymi (0.3 i 0.5) go wypełniam. 
  • Papier – im wyższa gramatura tym lepiej, jednak polecam wybieranie papierów bez faktury. Niektóre cienkopisy lubią się po nich rozlewać.

 

 

#mała wskazówka

Podczas mojej krótkiej przygody z fake calligraphy zauważyłam, że niektóre słowa pisze się łatwiej, m.in: hello, sunshine, welcome, morning. A po więcej warto zajrzeć na Pinterest pod hasłem „Calligraphy quotes”. Tam znajdziecie naprawdę dużo inspiracji i nie bójcie się kopiować na początku. Dzięki temu można się bardzo wiele nauczyć!

 

A żeby nie było tak smutno, że to już koniec to zapraszam jeszcze na mojego instagrama z codzienną porcją inspiracji i facebookowy fanpage, gdzie na bieżąco dodaję informacje o nowościach na blogu. Będzie fajnie, masz moje słowo!