Stało się. Andrzej ogłosił Share Week. Poprzedni śledziłam w ukryciu, bo przecież byłam za malutka żeby się odezwać, bo co ja tam wiem. Przez ten rok troszkę się rozwinęłam, ale to nawet nie o to chodzi. Zdążyłam się po prostu wtopić w blogosferę wystarczająco mocno. Obserwuję różne grupy i różne społeczności. Dopiero teraz zaczęłam czuć, że to jest takie moje, tylko moje. A miało być bez ckliwości… 

 

Jakby nie było, w tym roku sobie nie odpuszczam i szkielet tego wpisu stawiam w kilka godzin po informacji o tym, że „to już”. Prawie od razu wiedziałam kogo chcę polecić, choć nie ukrywam, że moje stanowisko było chwiejne, bo z okazji rekonesansu przy ustalaniu moich ulubieńców przeleciałam przez całe internety jak tajfun i trafiłam na dziesiątki (dosłownie dziesiątki) blogów, które okazały się naprawdę wartościowe. To może wreszcie do rzeczy? 

 

 

 

#share week 2017

 

Nie musiałam się długo zastanawiać kto zajmie pierwsze miejsce. Konrada i K. nie muszę chyba przedstawiać. Zdobyli mnie tekstami na Facebooku, a szczególnie „kniedziałkami”. Oboje mają lekkie pisanie (chociaż bardziej ślinię się widząc nowy tekst Konrada) i niewymuszone poczucie humoru, które uwielbiam. 

 

 

Jeśli mam być szczera to bardzo długo nie mogłam się przekonać do Kasi. Co jakiś czas widywałam ją na jakiejś grupie, Instagramie, albo w czyichś polecajkach. Jakoś mi to nie robiło. Aż pewnego dnia weszłam na jej bloga i przepadłam na dosłownie kilka godzin. W ciągu kilku następnych tygodni śledziłam ją na każdej platformie jaką mam, obserwowałam wydarzenia i wyzwania, oraz z chęcią czytałam każdy post, bez wyjątku! Wiedziałam, że gdy tylko wybije następny share week na pewno pojawi się na mojej liście. Jest niesamowicie autentyczna, a jednocześnie bardzo skrupulatna, pełna pomysłów i energii. 

 

 

Ola jest moją małą, blogową perełką. Na początku trafiłam na jej bloga z przypadku, wylądował w zakładkach i czytywałam go od czasu do czasu. Moja miłość zaczęła się dopiero, gdy znalazłam ją na Instagramie. Podejmuje tematy związane z dobrym życiem, a od jej bloga bije spokój i cisza, której czasem potrzebuję. Nie czuję w ogóle dystansu i chociaż w ogóle się nie znamy to mam wrażenie jakbyśmy się przyjaźniły. Chyba weszłam na wyższy poziom stalkingu, ale zwyczajnie nie mogłam się oprzeć. Po prostu jest fajna.

 

 

Ja chcę czytać człowieka, naprawdę. I tak szczerze mówiąc, jak kogoś pokocham to średnio mnie obchodzi, czy publikuje posty z dokładnością co do minuty. Albo czy jego Instagram jest aesthetic. Lubię czuć interakcję, zero dystansu. Te blogi, które znalazły się w moim zestawieniu dokładnie takie są. 

 

 

To jest moja tegoroczna trójka. Nie będę wymieniać pomniejszych, bo i tak męczę ten tekst o wiele za długo, a poza tym chcę skupić na moich ulubieńcach całą uwagę. Przedstawiłam trzy kompletnie odmienne blogi i taka właśnie powinna być według mnie blogosfera. 

 

 

A żeby nie było tak smutno, że to już koniec to zapraszam jeszcze na mojego instagrama z codzienną porcją inspiracji i facebookowy fanpage, gdzie na bieżąco dodaję informacje o nowościach na blogu. Będzie fajnie, masz moje słowo!