Uwielbiam podglądać Stories wszelkich fotografów i blogerów, a szczególnie ich zdjęcia od kulis w trakcie sesji. Sama raczej tego nie praktykowałam bo nie myślę o robieniu zdjęć do historyjki, gdy stygnie mi herbata. Mam przecież swoje priorytety. Z rzadka tylko zdarzyło mi się zrobić zdjęcie ustawieniu, szczególnie, gdy poza zaplanowanym kadrem działy się absurdalne rzeczy. Nigdzie tych zdjęć nie publikowałam, ale z jakiegoś powodu gromadziłam je w folderach. Aż do dziś. 

 
#gdy próbuję w Instagrama

Gdy wracałam  z kuchni z kubkiem herbaty pomyślałam „zrobię zdjęcie”. No i zrobiłam. Ale najpierw musiałam iść do spiżarki po czekoladę, przynieść podkładkę z najbardziej oddalonego pokoju w domu, wygrzebać ładny szalik z bezdennej szafy mamy, przytargać szary papier, posprzątać na łóżku i rozłożyć ten majdan. A, zapomniałam jeszcze o gałązkach. Wyleciałam w piżamie i kaloszach w śnieg, z nożyczkami do paznokci. Bo czego się nie robi dla zdjęcia, prawda?

 

zdjęcia od kulis

 
 
 
#po co komu studio

To był ten dzień, gdy obiecałam sobie, że wreszcie zrobię odkładane od dawna zdjęcia do tekstu o iso. No i zrobiłam. Chociaż ostatecznie wybrałam całkiem inne zdjęcia, to początkowy zamysł był taki jak widać poniżej. Papier zawsze trzymam zwinięty, więc muszę go dociążyć przy rozkładaniu. Tym razem posłużyły mi do tego kosmetyki. Nie ukrywam, że to ich najbardziej pożyteczne zastosowanie jak do tej pory. 

 

zdjęcia od kulis
 
#to się wyklepie w fotoszopie

Te zdjęcia pojawiły się we wpisie o lewitacji na zdjęciach. Moje najlepsze potworki wychodzą bardzo impulsywnie, a w tym przypadku działo się to tak, że zobaczyłam kompletnie przypadkowe zdjęcie lewitacji, wstałam, poszłam do kuchni znaleźć ładny słoiczek, a gdy już znalazłam drę się do Mojego „pomusz”. No i pomógł. Na szczęście zmieniliśmy zamysł po kilku ujęciach takich jak po lewej. 

 

zdjęcia od kulis

 

#mogę zdjęcie z panienką?

Zdarzyło mi się to już kilka razy, ale zawsze udaje nam się uciec od wszelkich modeli z przypadku. Prawie zawsze. Ten był szczególnie zdeterminowany. Ubrał nawet kapelusik, coby wyjść lepiej w kadrze. 

 

 

#co tu zaszło?!

Mój kot swego czasu uwielbiał pchać się na zdjęcia. Przez calutki dzień miał mnie w głębokim poważaniu, ale gdy tylko wyciągałam aparat przybiegał i rozkładał się na łóżku, które już mieliście okazję zobaczyć kilka zdjęć wcześniej. Na tym jego zaangażowanie się zwykle kończy i gdy położyłam mu na brzuszku talerz z pizzerką przez ładnych parę minut próbował się do niej dobrać bez konieczności wstawania. 

 

 

#koci model

A będąc w temacie kota na pewno nie mogę nie wspomnieć o jego świetlanej przyszłości w modelingu. Na dole są trzy z czterech zdjęć które mu wtedy zrobiłam. Czy ja to muszę komentować?

 

 

#ale to nie tylko kocia zaleta

Na deser mam kilka ujęć z pierwszej sesji moim obecnym aparatem (dosłownie dwa dni po tym jak dostałam paczkę). Ten język był zazwyczaj reakcją na „uśmiechnij się ładnie”. No i sami widzicie co ja muszę za męki przeżywać z tymi niekompetentnymi modelkami  (i tak ją uwielbiam)

 

 

Uwielbiam te zdjęcia i niektóre zakulisowe sierotki kocham nawet bardziej od tych udanych. Napiszcie mi koniecznie czy Wy też lubicie dokumentować proces powstawania zdjęć. No i będę wdzięczna za wszystkie namiary na blogerów którzy publikują gdzieś takie zdjęcia. A może Wy to robicie? 

 

A żeby nie było tak smutno, że to już koniec to zapraszam jeszcze na mojego instagrama z codzienną porcją inspiracji i facebookowy fanpage, gdzie na bieżąco dodaję informacje o nowościach na blogu. Będzie fajnie, masz moje słowo!